Pan Piotr, właściciel firmy remontowej z Glasgow, zlecił stworzenie strony taniemu freelancerowi z Polski. Otrzymał estetyczną witrynę. Po kilku miesiącach zauważył jednak, że odwiedzają go głównie inni Polacy, a rdzenni Brytyjczycy omijają jego ofertę szerokim łukiem.
Problem nie leżał w jakości usług, ale w niuansach. Strona była zaprojektowana wg wschodnioeuropejskich standardów: amerykańskie zdjęcia ze stocka (żółte taksówki!), teksty brzmiące jak tłumaczenie z translatora, brak lokalnego kontekstu. Brytyjski klient podświadomie czuł, że coś jest nie tak.
Czym różni się brytyjski webdesign?
1. Minimalizm i przestrzeń (whitespace). Brytyjski design stawia na elegancję. Zbyt dużo kolorów, migoczących animacji i informacji odbierane jest jako agresywne i tanie.
2. Autentyczność ponad stockowe idealizowanie. Zamiast idealnych uśmiechniętych modeli - prawdziwy zespół, realne realizacje, autentyczne opinie. Charakterystyczne kamienice Glasgow czy ulice Londynu w tle natychmiast budują więź.
3. Transparentność i trust signals. Company Number, numer VAT, fizyczny adres biura, polityka prywatności, certyfikaty branżowe (Gas Safe, Checkatrade). Brak tych elementów to czerwona flaga.
4. Lokalny copywriting. British English, nie amerykański (colour, not color; customise, not customize). Ton uprzejmy, powściągliwy, zorientowany na klienta.
Jak zmieniliśmy wizerunek Pana Piotra
Profesjonalna sesja zdjęciowa zespołu przy pracy w kamienicach Glasgow. Sekcje z certyfikatami ubezpieczeniowymi i opiniami Trustpilot. Teksty napisane przez native speakera.
W ciągu trzech miesięcy odsetek brytyjskich klientów wzrósł z 15% do 65%. Pan Piotr mógł podnieść stawki - jego wizerunek wreszcie odpowiadał jakości pracy.